Koncesja turystyczna nr 3 z dnia 5.11.1999r. wydane przez Wojewodę Kujawsko - Pomorskiego
 

Spalenie ostatniej czarownicy w Inowrocławiu

Jedną z najsmutniejszych kart w dziejach ludzkości są tzw. procesy czarownic. Na szczęście mimo, że w Polsce nie brakowało podobnych wypadków, to jednak nie miały tak masowego charakteru jak w innych krajach.

A oto przykłady kilku głośniejszych i bardzo charakterystycznych przypadków z tamtych czasów.

W 1526 r. skutkiem wielkiego gradu, który zniszczył całe plony wokoło Stuttgartu, stolicy Wirtembergii, stracono 20 kobiet, posądzanych o czary i o spowodowanie głodu. W Bawarii spalono 35 czarownic w 1590 r., a w 1592 uległo temu losowi, wśród wymyślonych mąk, 48 kobiet. W księgach miejskich Trewiru, miasta Nadrenii, zapisano nie mniej jak 6500 egzekucji, które wykonano w ciągu 26 lat końcowych 16 wieku. W Badenji 1590 r. spalono 68 czarownic, a w Kwedlinburgu w jednym dniu zginęło 232 czarownic na stosie, 8 katów pracowało nad wykonaniem wyroku. W Alzacji stracono w ten sposób 136 osób, w Tyrolu zaś 30 osób, między tymi 16-to letnie dziewczę. W stolicy biskupiej Wircburgu spalono 900, w Bambergu 1100 ludzi. Tak samo działo się w Anglii i Francji choć w mniejszych rozmiarach. Wystarczy przypomnieć czasy królowej Elżbiety lub Henryka IV, którego sędziowie d’Espagne i de Loucre w ciągu jednego roku skazali w Nawarze przeszło 600 czarownic, Jeszcze w drugiej połowie 17 wieku nie brakło podobnych okrucieństw. Głośnym był wówczas proces w More, mieście Szwecji 1670 r., gdzie chodziło o „czarowanie dzieci i wyprawianie ich na diabelski sposób”.

Pisząc w mej pierwszej książce pt. „Uroki Starego Inowrocławia” o tym, że w 1480 r. spalono na inowrocławskim rynku księdza Macieja za udział w ruchu husyckim byłem przekonany, że było to ostatnie spalenie w naszym mieście – to jednak nie była prawda.

16 sierpnia 1726 r. w Inowrocławiu odbył się proces o czary wobec mieszkanki Inowrocławia Anny Samsickiej oskarżonej o różne przestępstwa czarodziejskie. Zacnej komisji przewodniczył kanonik i dziekan kruszwicki ks. Jan Linkiewicz. Po odprawieniu mszy świętej w kościele św. Mikołaja komisja udała się do wieży ratuszowej na inkwizycję. Przed obliczem sędziów stanęło 19 świadków, których zaprzysiężono.

Pan Marcin Wierciogon zeznawał, że gdy Samsicka do jego syna Grzeli przemówiła „Bodaj cię kołtun skręcił temu się włosy zwinęły i zaniewidział”. Dodał, że robił w domu próbę, kto syna uroczył, kładąc kawałek chleba i węgla drzewnego do szklanki wody. Wówczas węgiel poszedł do dna, co oznaczało, że uroku przyczyną jest kobieta.

Pani Magda Tafełka podała do protokołu, że Samsicka „szkodliwą jest jej dwom krowom, którym od paru miesięcy mleko odbiera i krew przemienia”. Mieszkańcy ulicy Kątnej w liczbie 12 osób, jak panowie Kochanek, Rospondek, Mostek, Więciorek, Szołtysek i Bolatek wraz z żonami przysięgali, że Samsicka „w sobie ma czarta”, że gdy parokrotnie w nich chrząknęło coś hm, hm! To za każdym razem Samsicka się odzywała: Ot już mu się miodu chce! już psiakrew ma sucho w gardle!?.

Szczytem ówczesnej ciemnoty wśród obywatelstwa był własnoręcznie podpisany protokół szewca pana Rachowała Bigosa. Wszedł przypadkiem do jej chaty i widział jak Samsicka po pozostawieniu w swoim łóżku miotły, wysmarowawszy się maścią z słoika frunęła kominem w górę. Szewc dostrzegłszy, że maści jeszcze w słoiku pozostało, nuże rozebrał się całkowicie i również się nią całą od głów do stóp posmarował. I o dziwo! Natychmiast wyleciał za Samsicką przez komin. Gdy przybył na miejsce zebrania ciotów, była to Kobyła góra, na północ od Gniewkowi, został jak najlepiej przyjęty. Po tańcach częstowano go smacznymi potrawami, które dla ostrożności nie spożył, tylko schował do kieszeni.

Oskarżona Anna Samsicka do niczego się nie przyznawała. Zacna komisja skazała ją na utopienie. Nazajutrz w niedzielę zaprowadzono ją do stawu Kołacza i wrzucono do wody. To jest ciota, gdyż pływa na wierzchu wołano. W poniedziałek wyprowadzono ją pod strażą 4 halabardzistów przed Bramę Bydgoską na przedmieście Stodolna. Na środku pagórka Młyńskiego obłożoną ją słomą i chrustem i spalono żywcem.

Wcale jednak nie jestem przekonany, że było to ostatnie spalenie czarownicy na terenie naszego miasta.

 Bronisław Majewski